wtorek, 27 października 2009

Tania książka - jestem za!

Czy i Waszym wiecznym problemem, Drogie Czytelniczki i Czytelnicy, jest brak książek do czytania? Ja połykam powieści w tempie ekspresowym - mniej więcej jedna na dwa dni, a potem snuję się po domu i powtarzam jak znudzone dziecko: "Nie mam co czytać..." W dodatku nie lubię bibliotek. Chyba po prostu nigdy nie nauczyłam się ich lubić - jako dziecko miałam w domu nieprzebrane (tak mi się wtedy zdawało) zasoby książek i po prostu korzystałam z domowego księgozbioru, potem czytałam różne nowości wydawnicze i jakoś tak... przywykłam, że książki ma się w domu. W dodatku nad taką biblioteczną książką lepiej nie pić herbaty, nie jeść czekolady czy spaghetti,  niebezpiecznie brać ją do wanny... Jak utopię własną, to pół biedy, ale z biblioteczną same kłopoty.


Policzyłam sobie, że gdybym chciała co dwa dni kupować sobie nową książkę, wydawałabym rocznie około 6 000 złotych tylko na czytanie. Może i są droższe hobby, ale jednak to trochę dużo. W tej sytuacji ratują mnie stoiska z tanimi książkami. To wspaniały pomysł, kupować od ludzi książki, których oni już nie chcą i sprzedawać je tym, którzy jeszcze ich nie czytali. Choćby i z zyskiem, ja nikomu zarobku nie żałuję :) A to, że mogę kupić sobie coś do czytania za kilka razy mniejsze pieniądze, pozwala mi kupować więcej. A że ktoś już ją czytał? Wcale mi to nie przeszkadza, książka to nie szczoteczka do zębów i może, a nawet powinna, służyć więcej niż jednej osobie. Jeśli zaś któraś z nich nie wyda mi się godna pozostania w mojej biblioteczce, zawsze mogę ją znów sprzedać lub po prostu podać dalej :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz