poniedziałek, 19 października 2009

Relax me

Zastanawiałam się ostatnio, czy to wstyd czytać "harlequiny". Bo w zasadzie kobiety czytały romanse odkąd... cóż, odkąd pozwolono im na naukę czytania i zaczęto wydawać książki. Taka Karen Blixen na przykład, dziś zaliczana do kanonu literatury pięknej, w XIX stuleciu była po prostu szalenie popularną autorką romansów - którymi do dzisiaj się zachwycają kolejne pokolenia romantyczek.

Czemu się zachwycają? Pewnie z tego samego powodu, dla którego płeć męska po pracy siada przed komputerem i zabija parę potworów. Po stresującym dniu potrzebujemy się zrelaksować, a najlepiej robi się to wkraczając choć na godzinę w inny świat. Świat fantazji, w którym nasi mężczyźni są superbohaterami ratującymi świat, a my same dziedziczkami wielkiej fortuny i królowymi serc. I ten mniej śliczny, rzeczywisty świat na chwilę znika bez śladu, myśli nam się prostują, mózg się resetuje i w ogóle robi się miło.

Wydawnictwo Harlequin na swojej stronie internetowej pisze, że ich misją jest zapewnienie kobietom odskoczni od codziennych stresów za niewielkie pieniądze. I to jest coś, co do mnie przemawia. Książki są drogie, a nie powinny, to po pierwsze. Po drugie, ludzie potrzebują relaksu i sama po sobie wiem, że jeśli mi się zapewni godzinkę dziennie sam na sam z wciągającą książką, to potem jestem znacznie lepszym człowiekiem ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz